Podróż
Po 12 godzinnej podróży nareszcie dotarłam do Budapesztu.
Podróż nie był pozbawiona przygód, ale o tym może innym razem. W przedziale
nocnego Chopina od początku towarzyszył mi, nie mówiący po angielsku, Węgier
jak się później okazało Istvan. Dzięki pomocy wyżej wymienionego obywatela tej
pięknej Republiki udało mi się jakoś wyjść z pociągu nie zostawiając tam żadnej
z moich ogromnych walizek. Na jednej z trzech dużych stacji kolejowych zwanej
Keleti, zobaczyłam wkrótce wysokiego mężczyznę, tu chciałabym podziękować
Pistiemu Pangerowi, któremu udało się „zaaranżować” to spotkanie. Od
przesympatycznego Lajosa dostałam śniadanie i bilet podróżny, następnie udałam
się wymienić pieniądze, najlepiej nie robić tego w na dworcu a w centrum gdzie
kurs Euro do Forinta waha się od 282 do 286 HUF. Przemierzyliśmy wiele
kilometrów w poszukiwaniu otwartego
kantoru choć jest ich naprawdę wiele. W międzyczasie udało mi się dowiedzieć,
że eskortuje mnie prawdziwy funkcjonariusz tutejszego BORu!!! Czego więcej
można chcieć!?
Zakwaterowanie
Akademik wydawał się
oddalony o mile świetlne od centrum, na
szczęście było to tylko złudzenie. Dom studenta jest położony przy tak zwanym
Lasku miejskim przy Atjosi Durer utca. Do
W przydziale przypadł mi tzw. VIP room. Dwuosobowy pokój z łazienką salonem
kuchnią i kolejnymi współlokatorkami po
drugiej stronie naszego małego mieszkanka. Standard jak to w „poradzieckiej” Europie-
„Erasmusi mają lepiej”! Następczynią mojej wspaniałej Asi została Hannah
niebieskooka blondynka z Holandii, w drugim pokoju mieszka na razie tylko Anna
także z Holandii.. I tak zostałyśmy razem Hannah Anna i Ania... W akademiku
znajduję się świetna „stołówka” otwarta także dla ludzi z zewnątrz, która
wieczorem zamienia się w pub z grającym na żywo pianistą. Jedzenie jest
niesamowicie smaczne a wszystko w cenie do 900 HUF!
Wieczór
Po kąpieli i podróży
do pobliskiego sklepu udałyśmy się na tak zwany Orientation Day. Otwarcie miało
miejsce w pięknym budynku prawa, w którym będę miała zaszczyt uczęszczać na
zajęcia. Po otwarciu roku akademickiego bawiliśmy się na tak zwane „Hunting
Budapest”, a wieczorem wybraliśmy się na kolację i imprezę mającą na celu
przywitać nas w Budapescie. W naszej Polsko-Holendersko-Niemieckiej grupie plus
jeden rodzynek z Luksemburga, spędziliśmy miło czas i myślę, że tak już
będzie.
PS Nie byłabym sobą gdybym nie oparzyła się żelazkiem… Co
wzbudziło duże zainteresowanie wśród moich towarzyszy… Asiu C. Gdzie jesteś ze
swoją wielką apteczką? Po drugie tęsknie za Polską, naprawdę nie sądziłam, że
powiem to tak szybko. Po trzecie, Olu już czekam na mój wyjazd do Wiednia!.
Pozdrawiam z nad Dunaju
AS
AS



:)
OdpowiedzUsuńSuper pomysł na blog :)
OdpowiedzUsuńTeż jestem czasami niepełnosprytna i oparzenie żelazkiem znam z autopsji. Kup sobie Bepanthen, powinien być dostępny na Węgrzech:
http://www.drugs.com/international/bepanthen.html
Pzdr, Asia
hej mała;) Macie super pogodę słoneczną, tutaj niestety pochmurno, a ja piszę z pracy (jest chwile luzu). Pisz często trutututu;)
OdpowiedzUsuńMika
aaa i z czego piszesz? naprawiłaś komputer?
OdpowiedzUsuńCzasami działa normalnie, innym razem włącza się w trybie awaryjnym ale to lepsze niż nic... Mika?
OdpowiedzUsuńMika Mika, oj tam oj tam zgaduj zgadula;) przecież wiesz
UsuńDomyślam się, ale wolałabym wiedzieć na pewno! Czekam na sms:)
OdpowiedzUsuń