niedziela, 23 września 2012

Dzień osiemnasty

Zaczyna się prawdziwa jesień, a pogoda w Budapeszcie jak szalona.. Chłodne poranki, gorące popołudnia. Zwariować można. W niedziele miasto zamiera, tu nie różni się bardzo od Warszawy.
Przypomina mi się piosenka Suzanne Vegi New York is a Woman. Na jednym z koncertów Suzanne zapytała o to czy Warszawa jest mężczyzną czy kobietą. Wówczas nie miałam wątpliwości, że po mimo żeńskiej końcówki Warszawa jest mężczyzną, a Budapest...
Budapeszt jest Hermafrodytą. A może Buda jest kobieta a Peszt mężczyzną i tak od dawna żyją ze sobą odwieczni kochankowie, i nikt już nie pamięta, że to on i ona?
Niedziela dobiega końca. Budapeszt przygasa i pewnie tam 25 minut stąd, ktoś ogląda pięknie oświetlony Budapesztański Parlament...
Urzekająca sala lekcyjna

Urodziny Caroline, lunch w TAO

Z Hannah na przyjęciu niespodziance

Przyjęcie niespodzianka dla Caroline

Wejście do kamiennicy

Patio przy mieszkaniu Carol.

Plac Bohaterów

:)

+4881855... halo Mama?

Opera

W oczekiwaniu na tramwaj 4,6 przy Wyspie Małgorzaty

Najlepszy chińczyk w mieście mała porcja ze zniżką studencką 574 forinty

Jakież zaskoczenie w Holandii nie ma dużej Pizzy...


Pozdrawiam,
Ania S.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz